I oto pojawił się siódmy rozdzialik dzięki waszym komentarzom ;* Serdecznie dziękuję za polecenie mojego bloga innym i oczywiście im, że na niego wpadli. Mam nadzieję, że nowi czytelnicy zostaną. A teraz trochę o rozdziale^^ W tym wpisie będzie więcej akcji niż poprzednio, gdyż dojdzie do walki między chyba wiadomo kim ;p Zapraszam do czytania :D
7 rozdział
"Przegrani i wygrany"
Szedł sobie uliczką Konohy. Księżyc tej nocy był tak piękny jak nigdy dotąd. Gwiazdy na niebie wyglądały wręcz cudownie. Wiał lekki wiatr niosąc ze sobą płatki wiśni. Przystanął. Wyciągnął rękę i wpatrywał się jak niektóre padają na jego dłoń, a później odlatują. Gdy wiatr ucichł, powędrował dalej. Szedł i szedł... nie wiedział czy ma do niej pójść i przeprosić czy raczej nie zaprzątać sobie nią głowy. Myślał i nie mógł zdecydować. W końcu to pierwsza dziewczyna, którą zaczął się interesować. Wiedział, że z brązowowłosą też się koleguje, ale to nie to samo. Ona jest jego uczennicą. Nic nie zmieni tego faktu. Nawet jej nie kocha, a do zielonookiej zaczął coś czuć. Zastanawiał się teraz czy to w ogóle możliwe. Dzisiaj razem z Kibą spóźniła się na lekcje, a później gdzieś razem wyszli. To jakieś pokręcone - myślał drapiąc się po głowie z niewyraźną miną.
- Powiedziałam żebyś... - usłyszał jakiś krzyk. Chyba wiedział do kogo należy ten głos. Od razu pobiegł w miejsce, z którego dobiegały czyjeś głosy. Schował się za drzewo i jak najbardziej dyskretnie wystawił głowę, aby zobaczyć co się stało. Zauważył ją i...
- Uchiha?! - krzyknął choć nadal szeptał. Stanął bojowo i założył ręce. Zobaczył jak ich twarze się coraz bardziej przybliżają, więc zareagował mówiąc:
- Zostaw ją Uchiha.
Już chciał się złapać za usta gdy oni obrócili się w jego stronę. Widział jaka przestraszona i zdesperowana jest Sakura, ale też zauważył wściekłą minę spadkobiercy Sharingana.
- Kim jesteś?
- Sabaku no Gaara - odpowiedział nie zastanawiając się długo.
- Wybacz, ale jakoś cię nie kojarzę, a teraz już nie przeszkadzaj. Musimy iść - mówić to przyciągnął Haruno bliżej siebie.
- Nie lubię się powtarzać, ale w twoim wypadku chyba to konieczne Uchiha. Powiedziałem, żebyś ją zostawił.
Najwyraźniej Sasuke nie spodobała się ta wiadomość lecz po chwili już go nie było. Czerwonowłosy opuścił ręce i rozejrzał się dookoła. Teraz również go nie było. Skacząc po gałęziach drzew zauważył jak ucieka przed nim z Sakurą. Trzymał ją w ramionach. Na oko Gaary, Haruno była nieprzytomna. Nie bój się Sakura, uwolnię cię. Biegli tak dłuższą chwilę. Cholera - pomyślał czarnooki. Biegnąc za mną będzie widział gdzie jest kryjówka. Muszę się go pozbyć. Stanął na pierwszej lepszej gałęzi przodem do chłopaka z gurdą na plecach. Ten zrobił tak samo. Uchiha położył różowowłosą i wyprostował się łapiąc za miecz. Nadal go nie wyciągnął. Czekał aż Gaara zrobi pierwszy ruch. Czerwonowłosy nie czekając dłużej założył ręce, a z jego gurdy zaczął wydobywać się piasek. Piasek? - zastanawiał się Uchiha. Chyba powoli przypominał sobie kto to jest jednak nadal nie kojarzył. Miliony ziarenek poleciało w jego stronę z olbrzymią prędkością. Czarnowłosy wyciągając miecz wskoczył o jedno piętro wyżej i ruszył na turkusowookiego.
- Jesteś szybki - powiedział. - A jednak za wolny - dokończył uśmiechając się. Za Sasuke pojawiła się ogromna ilość piasku. Nawet nie zauważył jak jego noga została nim obwiązana patrząc ciągle do tyłu.
- Cholera!
Z dużą prędkością leciał na ziemię. Po chwili słychać było tylko głośne uderzenie. Gdy kurz opadł Gaara spostrzegł, że nie ma tam spadkobiercy Sharingana. Od razu obrócił się w stronę różowowłosej, której już nie było. Jak najszybciej wskoczył na gałąź i zaobserwował, że leży ona jakieś 30 m dalej obok Kabuto, który właśnie wyciąga kunai'a i klęka przy dziewczynie. Czerwonowłosy szybko się tam udał. Schował się za drzewo. Okularnik wpatrywał się w nią.
- I ona jest tą wielką medic-ninja? - prychnął mężczyzna.
- Kabuto - zza krzaków wyłonił się Sasuke. - Co ty do cholery wyprawiasz? Mieliśmy sprowadzić ją żywą, a ty co? Uwierz mi, że nie tylko ty tu jesteś wielkim medic-ninja.
- Ach tak? A ty wierzysz, że ona jest lepsza ode mnie? - spytał zdenerwowany wstając i podchodząc do Uchihy.
- Możliwe, ale to już nie moja sprawa. Mieliśmy ją przyprowadzić Orochimaru, więc nie rób z siebie zazdrosnego głupka.
- Uważaj na to co mówisz.
- Przestań! Denerwujesz mnie! Dostarczę ją żywą i wykonam tą zasraną misję dobrze zabijając przy tym nawet ciebie!
- Ku*wa! Gdzie ona jest?!
Czarnooki obrócił się w miejscu gdzie powinna leżeć dziewczyna.
- Idioto! Co ty narobiłeś?! - wybuchnął. - Czemu jej nie pilnowałeś?! Pewnie tamten zabrał ją gdy my się kłóciliśmy!
- Wcale się nie kłóciliśmy!
- Proszę cię nie zaczynaj!
Obaj ruszyli.
Czerwonowłosy uciekał razem z Sakurą w ramionach w stronę Konohy. Nadal była nieprzytomna. Co chwila zerkał to na nią to za siebie.
- Cholera. Jeszcze chwila i bym wpadł, ale na szczęście to byli zwykli idioci.
Biegnąc zauważył w oddali sylwetki jakiś ludzi. Najprawdopodobniej ninja. To nie byli jednak Sasuke i Kabuto. Turkusowooki skręcił w inną stronę. Wskoczył do jednej z dziur w skałach kryjąc się. Ninja nie zauważywszy go pobiegli dalej. Gaara odetchnął. Położył Sakurę, a jego nogi służyły jej za poduszkę. Przyglądał się jej długo zastanawiając się czy go znajdą i czy czasem nie wrócić do wioski. Postanowił jednak poczekać w jaskini.
Minęło dość dużo czasu. Chłopak usłyszał czyjeś kroki. Schował Sakurę głębiej i powoli wyszedł na zewnątrz. Ukrył się za skałami i zobaczył tą dwójkę. Okularnik po chwili ciszy odezwał się do drugiego:
- Ja pójdę po coś do jedzenia, a ty rozpal ognisko. Jutro ich dorwiemy.
- Po pierwsze wiem o tym, a po drugie nie rozkazuj mi.
Mężczyzna oddalił się od polany. Szedł przez las przeklinając w myślach Sasuke. Zobaczył coś na ziemi i ukląkł. Przypatrzawszy się temu nie zorientował się jak ogromna ilość piasku pojawiła się nad nim, a później na nim. Nie mógł się poruszać. Z piasku wystawała mu tylko twarz.
- Sabaku Kyuu - czerwonowłosy wypowiedział słynne słowa i ścisnął dłoń z całej siły. Krew poleciała mu prosto w twarz (Jak coś Kabuto w moim opowiadanku jest strasznym loozerem, a raczej był dop. aut.). Teraz zakradł się z powrotem za skałę i wypatrywał drugiego ninjy. Siedział sobie przed już rozpalonym ogniskiem i nucił jakąś pioseneczkę jakby nigdy nic. Gaara tylko się skrzywił i czekał na dobry moment by zaatakować. Odwrócił się natychmiastowo gdy zobaczył cień na skale. Przed mieczem obronił go jak zwykle piasek. Czarnowłosy odskoczył na parę metrów do tyłu i stanął spokojnie. Tamten przy ognisku był natomiast zwykłym klonem wykonanym za pomocą Kage Bunshin no Jutsu (Tak się pisze? dop. aut.). Turkusowooki wstał i przeszedł do walki. Uchiha zwinnie wymijał wszystkie jego ataki. Był z pewnością za szybki. Niestety to Gaara dostał pierwszy i odleciał do tyłu. Jego piaskowa zbroja pękła na jego policzku. Marszcząc brwi wstał i wpatrywał się w przeciwnika. Nie mogę uwolnić Shukaku. Nie mogę uwolnić demona! Zdenerwował się jeszcze bardziej. Zniecierpliwiony Sasuke z ogromną prędkością biegł w stronę chłopaka. Ten wybił się w powietrze i stanął na piasku znajdującym się nad nimi. Czarnowłosy wskoczył na drzewo i znienacka zaatakował czerwonowłosego. Ostrą broń wbił w jego brzuch. Stali tak chwilę w bezruchu. Czerwonowłosy złapał mocno za broń dłońmi i podniósł głowę. Na jego twarzy gościł szyderczy uśmiech. Po skroni Uchihy popłynęła kropla potu gdy zobaczył jak postać jego przeciwnika zmienia się w piasek, który ciągnie za jego broń. Sasuke nadal nie puściwszy miecza wirował w powietrzu. Z cienia wyłonił się Sabaku no Gaara. Cały i zdrowy. Przez chwilę wpatrywał się w chłopaka lecz po chwili piasek się rozsypał. Czarnowłosy poleciał wprost w ogromną dłoń z piasku, która ścisnęła go bardzo mocno łamiąc mu przy tym żebra. W jego kąciku ust pojawiła się krew spływająca w dół.
- Sabaku Kyuu! - krzyknął jak najgłośniej jakby bał się, że nie podziała. Ogromna dłoń ścisnęła chłopaka, z którego została miazga. Kiedy wszystkie ziarenka piasku opadły na ziemię turkusowooki podszedł do ciała ofiary. - Że co?! - wykrzyczał zobaczywszy, że to w ogóle inna osoba. Rozszerzył jeszcze bardziej oczy gdy poczuł ogromny ból w okolicy brzucha. Przerażony spojrzał w dół i zobaczył miecz przebijający jego ciało. Odwrócił lekko głowę i spostrzegł tam szydzącego Sasuke. Chłopak padł na kolana. Jego rana coraz bardziej krwawiła, a on powoli tracił przytomność. Uchiha oparł na nim stopę i wyciągnął broń po czym ten padł na ziemię. Ostatnie co zobaczył to uciekającego chłopaka. Usłyszawszy krzyki Naruto i reszty ekipy ratunkowej wyciągnął rękę i palcem wskazał gdzie znajduje się Sakura. Jeszcze chwilę wpatrywał się w jaskinię aż jego powieki całkowicie opadły, a on stracił przytomność.
Naruto od razu do niego podbiegł i klęknął. Shikamaru zauważywszy dziwnie ułożoną rękę chłopaka pobiegł w tamtą stronę. Chouji, Neji i TenTen zostali razem z Uzumakim. Rock Lee pobiegł razem z Nara. Stanęli przed jaskinią lecz po chwili brązowowłosy do niej wszedł. Lee był przygotowany do walki gdy zobaczył jak drugi prowadzi do wyjścia różowowłosą.
- Sakura-chan! Jesteś cała! - krzyknął, a reszta się tylko obróciła w ich stronę.
- Tak... Nie pamiętam... - dziewczyna trzymając rękę na głowie od razu ją opuściła gdy zobaczyła prawie martwego czerwonowłosego. - Gaara... - szybko odepchnęła Shikamaru i pobiegła do chłopaka płacząc. Padła na kolana przed nim, a jej łzy płynęły po jej twarzy szybciej i coraz to w większej ilości.
- Sakura-chan - powiedział Naruto. Zielonooka kiwnęła głowę i skupiła chakrę w dłoniach. Powoli je położyła i zaczęła uzdrawiać chłopaka. Długo to trwało. Jej ręce były całe w jego krwi. Mijało coraz więcej czasu, a on nadal się nie budził nawet gdy różowowłosa uleczyła ranę. Przyłożyła ucho do jego piersi i jej oczy stały się teraz szklane. Łzy lały się po jej twarzy jak szalone.
- Sa-sakura-chan? - spytał drżącym głosem blondyn.
- Miecz Sasuke... najprawdopodobniej był nasiąknięty... trucizną... Jeżeli w 5 minut nie pojawimy się w szpitalu i nie podamy mu antidotum to... umrze...
- Ale, ale... to niemożliwe...
- Jak mamy pojawić się tam w 5 minut? - spytał Chouji.
- Sakura - odezwał się Shika. - Co jest potrzebne do zrobienia antidotum?
Po chwili wszyscy zaczęli szukać ziół jakie wymieniła dziewczyna. Po 3 minutach wszyscy zebrali się koło Gaary i Sakury, która przeglądała roślinki.
- Mamy wszystkie - powiedziała z lekkim uśmiechem. Każdy odetchnął spokojnie - Neji.
- Tak jest - odpowiedział. - Byakugan... rzeka jest na 50 metrów na północny zachód.
Rock Lee kiwnął głową i pobiegł we wspomniane przez Hyuugę miejsce. Chouji przyniósł jeden średni i jeden mały kamień. Naruto pojawił się po pół minucie z miską wybitą ze skały, a po nim przybiegł Lee.
- Mamy jeszcze minutę - powiedziała Tenten podając dla różowowłosej po kolei ziółka, które ta mieliła za pomocą kamieni. - Pół minuty - dodała i podała dziewczynie miskę z wodą, w którą ta wsypała wszystkie roślinki i wymieszała. Naruto podtrzymywał czerwonowłosego w pozycji siedzącej. - Mamy tylko 10 sekund!
- Raz kozia śmierć - szepnęła Haruno i unosząc podbródek chłopaka wlała mu wprost do ust miksturę, a później je zacisnęła, aby antidotum przedostało się do organizmu. Każdy teraz zagryzł wargi i trzymał nerwowo kciuki. Wpatrywali się w jego twarz nie mrugając.
- Sa-Sakura? - spytał otwierając oczy i widząc jej twarz jako pierwszą po przebudzeniu.
- Gaara! - wtuliła się w chłopaka. Wszyscy teraz radośnie krzyczeli lecz po chwili wpatrywali się w nich. Czerwonowłosy zarumienił się. Nie wiedział za bardzo co się dzieję, ale gdy zobaczył jak zielonooka płacze wtulona w niego, wszystko mu się przypomniało. Powoli podniósł rękę i położył ją na jej plecach. Po chwili szybko zrobił to samo z drugą i przycisnął dziewczynę bliżej siebie. Przekrzywił głowę tak, że jego policzek dotykał jej głowy. Zamknął oczy i na jego twarzy pojawił się uśmiech, przed którym nie mógł się powstrzymać.
c. d. n.
I koniec! Nareszcie ;p Arigato za przeczytanie wszystkim! Matte na!